Z cyklu: w mieście, na świecie i w powiecie A jednak możliwe…

ELKA KROPELKA
źródło:wikipedia.org

Będąc ostatnio w sklepie, natknąłem się na płytę z filmem pt. „Niemożliwe” i przypomniałem sobie jak w zeszłym roku w pełnej sali kinowej przeżywałem dramat hiszpańskiej rodziny. Historia przedstawiona na ekranie wydarzyła się naprawdę. Mar~a Belón, jej mąż Enrique Álvarez i trzech synów: Lucas, Tomás i Simón, w grudniu 2004 roku spędzali Święta Bożego Narodzenia w Tajlandii, w kurorcie Khao Lak. 

Hotel wybrali nieprzypadkowo, kierując się dobrą lokalizacją z dala od turystycznego centrum, w spokojnym miejscu. W drugi dzień Świąt trzęsienie ziemi o sile 9,1 w skali Richtera wywołało na Oceanie Indyjskim falę tsunami, która uderzyła w wybrzeża kilku krajów Azji i Afryki, zabijając ok. 230 tys. osób. Niesamowite i przerażające zarazem zdjęcia, aktorstwo i fakt, że historia oglądana na ekranie kinowym wydarzyła się naprawdę sprawiła, że praktycznie przez cały seans w kinie panowała cisza lub ewentualnie słychać było łzy wzruszenia. Ale to tyle na temat filmu, bo przecież to nie forum kinowe ;) Dziś powiemy na temat tsunami.

Pojęcie tsunami wywodzi się z języka japońskiego po połączeniu dwóch słów: „tsu” – port, przystań i „nami” – fala, czyli fala oceaniczna. Zjawisko to wywołane jest najczęściej podwodnym trzęsieniem ziemi lub wulkanicznym wybuchem. Może również powstać w wyniku osuwania się ziemi lub upadku meteorytu. Na otwartym oceanie tsunami może sięgać nawet 5 metrów wysokości, a w pobliżu lądu zwiększa się nawet 10 razy. Można sobie wyobrazić jak taka ogromna fala, sięgająca wysokością bloków mieszkalnych może wywoływać ogrom zniszczenia. W historii XX wieku odnotowano w Lituya Bay na Alasce największe tsunami. Bardzo silne trzęsienie ziemi spowodowało odklejenie się od podłoża mas zwietrzeliny skalnej, co wywołało gwałtowne ześlizgnięcie się po bardzo stromym stoku do wód, a w następstwie wypchnięcie masy wodnej we wszystkich kierunkach. Fala tsunami osiągała wtedy aż 524 metrów!

Jak podają fachowe źródła Wyróżnia się trzy rodzaje tsunami:
a) lokalne – miejsce wzbudzenia fali znajduje się blisko wybrzeża, a czas jej przybycia wynosi do pół godziny;
b) regionalne – fale mogą zagrozić większemu obszarowi przybrzeżnemu. Czas przybycia do 5 godzin od wzbudzenia;
c) ponadregionalne (pacyficzne) – mogą objąć wiele obszarów po obu stronach Pacyfiku. Czas przybycia fali od kilku do kilkunastu godzin w zależności od  
odległości wzbudzenia.

Najczęstszym wyobrażeniem dotyczącym tsunami jest obraz ogromnych fal uderzających o brzeg i zalewających obszary przybrzeżne. Opinie osób, które przeżyły tsunami, sugerowały, że fale tsunami to nie biegnące „ściany wody”, ale wzrost poziomu wody w oceanie. Powszechne wyobrażenie tsunami jako pojedynczej, gigantycznej fali, jest błędne. Katastrofalne wezbrania wody nadchodzą w ciągach liczących tuzin lub więcej fal i nie można przewidzieć, która z nich będzie najpotężniejsza. Według relacji ofiar tych wydarzeń, procesowi często towarzyszy przerażający odgłos przypominający ssanie.

Zadziwiające, że na środku oceanu tsunami przechodzą zwykle pod statkami niezauważone i nie sposób ich odróżnić od zwykłych fal. Opinie marynarzy ze statków zakotwiczonych w znacznej odległości od lądu mówiły o widoku gigantycznej fali niszczącej wybrzeże, natomiast oni sami nie odczuwali niczego niezwykłego. Tajemnica niezwykłej energii tsunami leży w głębinach. Gdy przechodzi ciąg tsunami, skutek na powierzchni jest niewielki – delikatne, niezauważalne wznoszenie i opadanie. Wzrost poziomu wody wynosi zaledwie 20 – 30 centymetrów, ale gdy napotka stopniowo podnoszące się wybrzeże, ukazuje swoją potęgę.

Słuchając relacji świadków i tych, którym udało się przeżyć tsunami, często nawet nie zdajemy sobie sprawy jaką ta gigantyczna masa wody może spowodować tragedię. Oglądając wcześniej wspomniany film możemy chociaż trochę sobie to uzmysłowić. Bo jednak jest to możliwe…

                                                                                                                                                                                                                  Autor: Adam Brysiewicz